Sześć lat po wybuchu pandemii COVID-19 wracamy do doświadczeń, które na zawsze zmieniły sposób, w jaki patrzymy na codzienność, relacje i samych siebie. Teatr Telewizji podejmuje ten temat w spektaklu „Stan podgorączkowy” w reżyserii Nastazja Gonery, opartym na nagrodzonym tekście Mariusza Gołosza. Premiera już dziś o 20:30 w TVP1. Nie jest to opowieść o samej pandemii, to historia o człowieku, a dokładnie o mężczyźnie w kryzysie.
Zainteresuje Cię również:
- „Bezimienne dzieło” – Witkacy 100 lat później wciąż aktualny
- „Dziedzictwo” – metafizyka zapisana w pamięci (Prawie) idealna
- „Ezi” – poruszająca opowieść o legendach polskiej piłki w Teatrze Telewizji
- Spektakl „Trzy po Trzy” Aleksandra Fredro – pamiętnik czy autoterapia?

Pandemia jako punkt wyjścia, nie cel
„Stan podgorączkowy” opowiada o trójce meżczyzn, którzy z dnia na dzień tracą pracę i zostają zamknięci w ciasnym mieszkaniu pracowniczym. Wśród nich jest Maciej, bohater którego rzeczywistość zaczyna się stopniowo rozpadać. Izolacja, bezczynność i brak kontroli nad własnym życiem prowadzą do narastających napięć i kryzysów.

Przypadkowo odkryta dziurka w ścianie staje się symbolicznym portalem, przejściem do świata, który wydaje się bezpieczny, znajomy i wolny od lęku. To przestrzeń nostalgii, ale też ucieczki. Z czasem granica między tym, co realne, a tym, co wyobrażone, zaczyna się zacierać. Okazuje się, że w chwili beznadzeji najłatwiej jest uciekać w wyobraźnię, marząc o cieple i bezpieczeństwie, którym np. może być kuchnia ukochanej babci.
Rozpad jako proces
Jak podkreśla Bartłomiej Kotschedoff, odtwórca jednej z ról:
„Dla mnie pandemia nie była głównym bohaterem, tylko pretekstem, żeby pokazać wnętrze tych postaci. Mój bohater przez utratę pracy zostaje zmuszony do zamknięcia i bezczynności. Zostaje pozbawiony czegoś, na czym budował siebie i w co do tej pory uciekał. Ciasna przestrzeń mieszkania jest odbiciem jego wnętrza. Porzuca swoją zbroję i maskę, a następnie się rozpada, bo nie ma już czegoś, czego
mógłby się uchwycić na zewnątrz. Nie ma pracy, która go określała, nie można wychodzić ani spotykać się z ludźmi. Najciekawszy był dla mnie jego rozpad i to, copo nim zostaje. Zawsze coś zostaje…”
To właśnie rozpad – psychiczny, emocjonalny, tożsamościowy, jest osią tej opowieści. Bohater zostaje pozbawiony wszystkiego, co dotąd go definiowało: pracy, relacji, możliwości działania. Zamknięcie w czterech ścianach staje się metaforą zamknięcia we własnym wnętrzu. To głęboka wiwisekcja tego co na co dzień brzydkie i skrzętnie ukryte. Kryzys psychiczny widziany oczami mężczyzny, ten który kulturowo nakazuje nam milczeć, ukrywać prawdziwe emocje i nie płakać, bo przecież „chłopaki nie płaczą”, tylko działają i mają być silni.

Wielowarstwowa opowieść o izolacji
Reżyserka buduje świat spektaklu na kilku poziomach. Z jednej strony mamy kameralny dramat psychologiczny, z drugiej elementy baśniowe i surrealistyczne, a nawet sceny przypominające kino katastroficzne rozgrywające się na statku kosmicznym. Ta różnorodność form nie jest przypadkowa. Pokazuje, jak ludzki umysł próbuje radzić sobie z przeciążeniem rzeczywistości – ucieka w fantazję, wspomnienia, alternatywne scenariusze.
Pandemia staje się tu jedynie tłem. Prawdziwy dramat rozgrywa się wewnątrz bohatera i to wydaje być się najmocniejsze. Zaglądamy pod powierzchnię tego co zazwyczaj wydaje się być silne, stabilne i oswojone. Brzydota ludzkiego kryzysu wydaje być się fascynująca i odrażająca zarazem. W sztuce poznajemy historię trzech mężczyzn, każdy inny, a jednak łączy ich coś uniwersalnego – pragnienie ciepła, akceptacji i miłości. Poczucie, że nie jest się z problemami samemu.

Doświadczenie na miarę każdego z nas
Autor tekstu, Mariusz Gołosz, przyznaje, że inspiracją nie była wyłącznie pandemia, ale również jego własne doświadczenia izolacji i życia z obcymi ludźmi. To nadaje historii uniwersalny i ponadczasowy wymiar. „Stan podgorączkowy” nie opowiada tylko o COVID-19, ale o każdym momencie w życiu, kiedy tracimy grunt pod nogami. Oglądając ten spektakl wiele razy śmiałam się kuriozalnych przebitek pandemicznej codzienności, ale był to gorzki śmiech, który tłumił krzyk obrzydzenia i współczucia do bohaterów.

Obsada
Obsadę spektaklu stworzyli: Bartłomiej Deklewa, Zbigniew Kaleta, Bartłomiej Kotschedoff, Iwona Bielska, Agnieszka Kwietniewska, Michał Kosela, Zygmunt Soszyński, Julia Totoszko, Michał Czachor, Sonia Roszczuk, Piotr Trojan. Momentami widz ma ochotę razem z nimi płakać, albo wychylić się przez balustradę balkonu…
Dlaczego warto obejrzeć?
„Stan podgorączkowy” to nie tylko powrót do trudnego czasu pandemii. To przede wszystkim poruszające studium ludzkiej psychiki w sytuacji granicznej. Spektakl zadaje ważne pytania: kim jesteśmy bez naszych ról społecznych? Co zostaje, gdy wszystko inne znika? I czy potrafimy zmierzyć się z samymi sobą, gdy nie ma już dokąd uciec? To opowieść, która zostaje z widzem na długo – bo dotyka czegoś bardzo osobistego, tego co codziennie przykrywamy różnego rodzaju maskami, rolami narzuconymi odgórnie, bo przecież trzeba jakoś żyć i sobie radzić.

A teraz pytanie do Was
A Wy? Czy w czasie pandemii doświadczyliście momentu, w którym – podobnie jak bohater „Stanu podgorączkowego” – zostaliście sami ze sobą bez „zewnętrznych ról” i musieliście na nowo zdefiniować, kim jesteście?
Dziękuję Teatrowi Telewizji za zaproszenie na premierę. Zdjęcia wykorzystane w artykule pochodzą z Archiwum TVP.




