Ezi Teatr Telewizji recenzja

„Ezi” – poruszająca opowieść o legendach polskiej piłki w Teatrze Telewizji

Są takie premiery, po których wychodzi się w ciszy. Nie dlatego, że brakuje słów, ale dlatego, że trzeba je najpierw sobie poukładać. W piątek miałam okazję obejrzeć „Ezi” w Teatrze Telewizji TVP i wciąż czuję w sercu wiele emocji, dzięki pięknu tej opowieści. To jeden z tych spektakli, które zostają w nas na długo, budząc pytania o historię, pamięć i nasze własne wybory. W tym artykule o Ezi Teatr Telewizji recenzja, chcę Wam opowiedzieć, dlaczego nie można przegapić tego spektaklu, nawet jeśli nie jesteście fanami piłki nożnej.

Historia, która porusza niezależnie od czasu

Akcja spektaklu przenosi nas do 1974 roku, do hotelu reprezentacji Polski podczas mundialu w RFN. To tam dochodzi do spotkania dwóch legend: Kazimierza Górskiego – trenera, który dawał Polakom dumę i wiarę i Ernesta Wilimowskiego, geniusza futbolu wymazanego z pamięci za decyzje wojenne. Spotkanie, które historycznie było krótkie, staje się kanwą do głębokiej refleksji o życiu, wyborach i konsekwencjach. Dzięki reżyserii Janusza Zaorskiego dostajemy bardziej rozbudowaną historię tego, jak mogłoby to spotkanie przebiegać, gdyby było dłuższe.

Ezi Teatr Telewizji recenzja

Być może niektórych z Was rozczaruję, napiszę szczerze – „Ezi” nie jest spektaklem o piłce nożnej. To opowieść o pamięci, patriotyzmie, tożsamości, o cenie decyzji i o tym, jak łatwo kogoś skreślić. Ale też o tym, jak trudno zrozumieć wybory podejmowane w czasach, których na szczęście nie musiałyśmy przeżyć. Jest to przede wszystkim spektakl, który jest rozmową dwóch wielkich sportowców o życiu. Duża doza refleksji, momentami gorzka pigułka do przełknięcia, (całe szczeście podlana różnymi trunkami). W fajnym, swojskim i bliskim widzowi klimacie. Mamy tutaj wszystko co tak bardzo jako Polacy kochamy: narodową dumę, nienawiść do „obcego” wroga, poczucie niesprawiedliwości, zabawę, wódkę i męskie rozumowanie świata oraz oczywiście sportowe emocje. Ważne momenty dla nas wszystkich są podane prosto, łatwostrawnie, między kieliszkiem bimbru a czystej.

Aktorstwo, które wstrząsa i zachwyca

Andrzej Chyra jako Ernest Wilimowski „Ezi” jest przejmujący. Niby pogodzony ze swoim losem, a jednocześnie spragniony akceptacji, poczucia, że płaci zbyt wysoką cenę za decyzje, które były od początku patowe. Bo jak to jest być jednocześnie gwiazdą polskiego futbolu i zdrajcą grającym dla Niemców?! Ernest Wilimowski przeszedł do historii Mistrzostw Świata 1938, zdobywając trzy lub cztery gole w meczu Brazylia – Polska (6:5) i przez 56 lat był rekordzistą pod względem liczby bramek w jednym meczu. Czterokrotnie zdobywał mistrzostwo Polski z Ruchem Hajduki Wielkie i czterokrotnie tytuł króla strzelców ligi. Był piłkarzem niezwykle skutecznym, jako pierwszy w historii ligi zdobywał w jednym meczu siedem, osiem, dziewięć, a nawet dziesięć goli. Łącznie strzelił 1175 bramek w oficjalnych i nieoficjalnych meczach, a według statystyk RSSSF 683 gole w meczach oficjalnych, co daje mu 15. miejsce w historii światowego futbolu. I wszystko było by dobrze, gdyby nie fakt, że „Ezi”, aby ocalić matkę wywiezioną do Oświęcima, musiał przejsć na stronę wroga. Na kartach polskiej piłki nożnej zapisał się jako „biała plama”, duch, został „wygumkowany” – bo jak niby wybaczyć taką zdradę?

Rozmowa, która mogłaby być meczem

Kontrastem dla introwertycznego Eziego jest – Zbigniew Zamachowski jako Kazimierz Górski, który wnosi spokój, klasę i tę wyjątkową mądrość człowieka, który wie, że historia nigdy nie jest czarno-biała. Ich relacja nie jest prosta i płaska. Górski przyznaje się Wilimoskiemu, że był jego oddanym fanem, że imponowało mu gdy go do niego porównywano, ale ma wątpliwości. A co jeśli Ezi to zdrajca? Przecież zawsze jest jakiś wybór, to oczywiste, tak samo jak fakt, że piłka jest okrągła, bramki są dwie i „możemy wygrać, lub przegrać”, albo zremisować. Między nimi dzieje się coś niezwykle prawdziwego – rozmowa dwóch mężczyzn, dwóch losów, dwóch wersji polskości. Każde słowo, każda pauza, każdy gest waży tu więcej niż w zwykłym dialogu. Scena, w której Ezi mówi: „Proszę mnie źle nie wspominać”, jest warta więcej niż całe biografie. Choć moją ulubioną sceną jest finałowa, ale nie będę Wam spoilerować!

Magia Teatru Telewizji – detale, które tworzą klimat

Spektakl nie traci lekkości, choć temat jest trudny. „Ezi” momentami bawi i rozgrzewa serce ciepłem. To dialog o tym, co było i co może być, jeśli spojrzymy na drugiego człowieka głębiej, sercem, a nie wyłącznie oczami. Janusz Zaorski stworzył opowieść mądrą i przejmującą, w której historia XX wieku splata się z intymnym portretem bohaterów. To tak naprawdę uniwersalna historia, której nam Polakom nie trzeba daleko szukać. W końcu każdy z nas ma kogoś w rodzinie, kto doświadczył wojny i stawał przed wyborem: ocalić czy zginąć. Walczyć, czy kombinować?

Warto wspomnieć, że cały spektakl jest dopacowany do ostatniego szczegółu. Autorem zdjęć jest Łukasz Gutt, scenografię przygotował Jerzy Talik, kostiumy – Konrad Parol, a muzykę skomponował Jakub Więcek. Montaż zrealizował Jan Kidawa-Błoński jr., a producentem spektaklu jest OTV Katowice. Każdy detal, od światła, przez muzykę, po drobne gesty aktorów, buduje niezwykłą atmosferę, która wciąga i nie pozwala oderwać się od ekranu. Można śmaiło powiedzieć, że ogląda się lepiej niż niejeden mecz. Nie ma tutaj ani jednej zbędnej minuty, żadne słowo nie jest wypowiedziane za dużo – samo mięso. Nie dłuży się, nie męczy – wzrusza i porusza do głębi. Uwaga: uruchamia łzy. Ja bezwstydnie się popłakałam.

Dlaczego warto obejrzeć „Eziego”?

Bo to spektakl o historii i pamięci, ale przede wszystkim o człowieku. O cenie wyborów, o potrzebie zrozumienia, wybaczenia i bycia wysłuchanym. Bo kultura nie daje gotowych odpowiedzi: ona pyta, prowokuje, zmusza do refleksji. Dla mnie „Ezi” jest także przypomnieniem, jak ważne jest spojrzenie w przeszłość z otwartym sercem i wyciąganie z niej lekcji na dziś. To opowieść, która porusza i wciąga, nie tylko miłośników historii, nie tylko fanów piłki, ale każdego, kto kocha kulturę, refleksję i prawdziwe emocje. Polecam dla wszystkich, którzy po obejrzeniu lubią pogadać o tym co wydarzyło się na ekranie. My z mężem od dwóch dni znajdujemy coraz to nowe wątki do omówienia, które nadal w nas pracują. Po tym wszystkim istnieje duże prawdopodobieństwo, że będziecie chcieli obejrzeć więcej takich spektakli, a nawet być może zainteresujecie się więcej kultura Śląska i jej tożsamością.

Kiedy i gdzie? „Ezi” Teatr Telewizji (recenzja)

Dziewczyny i chłopaki, obejrzyjcie „Eziego” w poniedziałek o 20:30 w TVP1 albo w TVP VOD. Polecam z całego serca dla poznania historii, ale i refleksji. Dla rozmowy, którą możecie potem odbyć z kimś bliskim albo same ze sobą. Bo kultura jest po to, żebyśmy lepiej rozumiały świat i ten spektakl jest tego najlepszym dowodem.

Moje refleksje po seansie

Siedziałam chwilę w ciszy, rozmyślając o tym, jak łatwo oceniamy decyzje innych, nie znając pełnej historii. Jak jedna chwila spotkania może zmienić nasz punkt widzenia. Jak ważne jest, żeby w historii dostrzegać człowieka, nie tylko fakty. Bardzo poruszyły mnie rozmowy z twórcami tego teatru, ale najbardziej spotkanie z Dariuszem Górskim – synem Kazimierza. Obserwowałam go podczas emisji i tuż po. To było coś fantastycznego i pięknego.

A Wy? Czy po obejrzeniu historii, która jest tak emocjonalna i intymna, czujecie, że inaczej patrzycie na ludzkie wybory? Czy spotkania takie jak to Eziego mogą zmienić Wasze spojrzenie na przeszłość i dzisiejsze życie? Dajcie koiecznie znać, w komentarzach na dole 🙂

Dziękuję Teatrowi Telewizji za zaproszenie na premierę. Zdjęcia wykorzystane w artykule są autorstwa Przemysława Jendroska (TVP).

Subskrybuj
Powiadom o
guest

1 Komentarz
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Przemo
Przemo
17 dni temu

Więcej takich tematów ,wspomnień. Super zagrane i super wyreżyserowane… Ciekawa historia .. pozdr.

Koszyk
1
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x
Przegląd prywatności

Korzystam z plików cookies, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o plikach cookies są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Ściśle niezbędne ciasteczka

Niezbędne pliki cookies powinny być zawsze włączone, abym mógł zapisać Twoje preferencje dotyczące ustawień ciasteczek.

Ciasteczka stron trzecich

Korzystam z Google Analytics do gromadzenia anonimowych informacji, tj. liczba odwiedzających i najpopularniejsze podstrony witryny.

Włączenie tego pliku cookies pomaga ulepszyć stronę internetową.