Jako nastolatka trenowałam judo. W poniedziałki po treningu często rezygnowałam z prysznica, aby zdążyć na wcześniejszy autobus i wrócić do domu na Teatr Telewizji. Czasem oglądałam całość, czasem tylko fragment, jeśli trening się przedłużył albo autobus się spóźnił. Ale to wystarczało. Poniedziałkowe wieczory były dla mnie świętem. Prysznic mógł poczekać.
Podczas przedpremierowego pokazu „Bezimiennego dzieła” w reżyserii Jana Englerta dla Teatru Telewizji, wróciły tamte dziewczyńskie wzruszenia. To było spotkanie wyjątkowe. Z bardzo dobrym i nadal aktualnym tekstem Witkacego. Ze świetnymi aktorami i reżyserem, który tworzy przestrzeń pełną niuansów, ciszy i napięcia. Przestrzeń, od której nie sposób oderwać wzroku.

Witkacy, który dogonił nasze czasy
Witkacy nazwał swój dramat „kryminałem na temat sztuki i rewolucji”. Minęło ponad sto lat, lecz ta historia brzmi dziś niemal niepokojąco aktualnie. Mamy tutaj do czynienia ze swoistą analizą mechanizmów władzy, które mimo upływu czasu nie zmieniają się nadto. „Bezimienne dzieło” ukazuje w soczewce złudzenia tłumu, którego „ślepota”, może sprowadzić na nas wszystkich nieodwracalną katastrofę. Cena, jaką płaci za to jednostka jest niewspółmierna, ale tak się kończy „rewolucja”, która pożera własne dzieci.

„Bezimienne dzieło” to polityczny dramat o świecie, w którym ilość zwycięża jakość, a demagogia zagłusza myślenie. To opowieść o świecie, w którym jednostka przegrywa z masą, natomiast aparat represji zawsze znajdzie dla siebie uzasadnienie. Trudno nie słyszeć w tym echa współczesności, szczególnie gdy przyjrzymy się obecnej scenie poltycznej i temu, kto „zarządza” treściami w internecie. Jan Englert, na spotkaniu powtórzył kilkukrotnie proste zdanie: „zeżrą nas algorytmy”. I jest w tym coś brutalnie szczerego, obnażającego „czwartą władzę”, która stały się media społecznościowe.
Wielki powrót i historyczne spotkanie
Warto wspomnieć, że w tym spektaklu po 13 latach do Teatru Telewizji wraca Maciej Stuhr. Wciela się w Plazmonika Blodestauga, artystę podejrzewanego o szpiegostwo, gotowego w imię miłości przyjąć na siebie rolę zdrajcy. To rola zbudowana z wewnętrznych pęknięć, pełna sprzeczności. Stuhr doskonale ukazuje złożoność emocji swojej postaci od bezwstydnej naiwności zakochanego mężczyzny, do zgorzkniałej ironii, niezgody na ohydną rzeczywistość, oraz po ból wynikający z bezsilności swojego położenia.

Jego ojca gra Daniel Olbrychski, który całej sztuce nadaje lekkości i nieco zwariowanego, ale jakże uroczego poczucia humoru, momentami zahaczającego o farsę. To ich pierwsze wspólne zawodowe spotkanie, ale czuć między nimi chemię. Dwóch aktorów o ogromnym dorobku, niesamowite temperamenty i dwa pokolenia powodują, że wszystko ogląda się z zapartym tchem. Trzeba też dodać, że nad wszystkim czuwa Englert, tym razem w podwójnej roli: reżysera i aktora. To jego 35. spektakl w Teatrze Telewizji. I miałam takie wrażenie, że ponowne wzięcie na warsztat tekstu Witkacego przez niego – daje nam zupełnie inne efekty. Widać więc w nim doświadczenie, świadomość formy, precyzję oraz „zabawę” strukturą.
Kobiety u Witkacego – nie ozdoby, lecz siła napędowa dramatu
W „Bezimiennym dziele” możemy wygodnie się rozgościć w żeńskiej energii. W tym wydaniu fascynują więc mnie szczególnie postaci kobiece, które u Witkacego są fatalne i demoniczne. To osoby inteligentne, przebiegłe – psychologicznie złożone i interesujące. Nie są tu dekoracją ani dodatkiem do męskich ambicji. To ich emocje, motywacje, pragnienia i lęki popychają akcję do przodu. Ich psyche dyktuje tempo. Ich sprzeczności budują napięcie. Tu kobiety są niejednoznaczne. I to wszystko powoduje, że trudno od nich oderwać wzrok i skupienie.


Sądzę, że w tym teatrze, kobiety mogły zostać odebrane jako silne, sprawcze i feministyczne. Szczególnie więc podobały mi się role Justyny Kowalskiej (Róża van der Blaast) i Dominiki Kluźniak (Klaudestyna de Montreuil). Obie postacie są jak dwa przeciwstawne żywioły i odległe bieguny. Niby różne, skrajnie inne, lecz jednocześnie tak samo intensywne i dynamiczne. Osobiście uważam, że obie aktorki zagrały świetnie i ich kreacje są uniwersalne dla każdej epoki, można więc by było je przenieśc do dzisiejszych czasów i nadal wszystko by się zgadzało.
Detal, który buduje wielki teatr
Zwróciłam również uwagę, że „Bezimienne dzieło” w Teatrze Telewizji ma zacnie dopracowaną scenografię. Bezpaelacyjnie scena zmiany miejsca przy pomocy samych krzeseł utkwiła mi w pamieci i zdaje się stać kultową dla tej sztuki. Minimalizm dekoracji znaczy tutaj więcej niż monumentalne ozodoby. Klimatu dodaje również muzyka Piotra Mossa, która jest precyzyjna, a jednocześnie nieoczywista. To wszystko buduje więc nastrój bez nachalności, jakby była od początku komponowana jako idealny element całej sztuki.
Teatr, który wciąż potrafi dotknąć duszy
Wyszłam z poczuciem, że teatr nawet w telewizyjnej formie, nadal potrafi dotknąć serca. Umie postawić niewygodne pytania i do tego zatrzymuje widza w refleksji. Cieszy mnie to bardzo, że od 25 lat w poniedziałkowy wieczór moje serce bije szybciej. Że w brzuchu pojawia się fala ciepła. Że nadal czekam na swoje „święto”. Mała dziewczynka we mnie chłonęła każdy drobiazg, czując wdzięczność za możliwość bycia częścią tego świata. Rozmowa z twórcami po projekcji była prawdziwą ucztą dla ducha i rozkoszą dla umysłu. I za to serdecznie dziękuję.

Może właśnie dlatego „Bezimienne dzieło” działa dziś tak mocno – bo nie daje nam komfortu bezpiecznej historii sprzed wieku. Ono patrzy nam prosto w oczy. Pyta o naszą odwagę myślenia, o naszą podatność na manipulację, o cenę, jaką jesteśmy gotowi zapłacić za przynależność do tłumu. I jeśli choć przez chwilę po wyłączeniu telewizora poczujecie niepokój, ciszę w głowie albo potrzebę rozmowy – to znaczy, że teatr znów spełnił swoją rolę. A wtedy poniedziałkowe „święto” stanie się czymś więcej niż tradycją. Stanie się świadomym wyborem. I tego nam wszystkim życzę.
Kiedy i gdzie? „Bezimienne Dzieło” Teatr Telewizji
Premiera „Bezimiennego dzieła” już we wtorek, 2 marca o 20:30 w TVP1 oraz na platformie TVP VOD. Zdecydowanie warto dodać tę datę do kalendarza i spędzić wieczór w teatrze, bez wychodzenia z domu. Spotkajmy się tam.
A teraz pytanie do Was
Czy w dzisiejszym teatrze i filmie potrafimy jeszcze zobaczyć kobiety w całej ich psychologicznej złożoności? Czy nadal zbyt często sprowadzamy je do wyglądu i roli „ozdoby”? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.
Dziękuję Teatrowi Telewizji za zaproszenie na premierę. Zdjęcia wykorzystane w artykule są autorstwa Waldemara Kompały (TVP) oraz z Archiwum TVP.




